środa, 12 czerwca 2013

Weekend imprezowy

Klip jak zwykle tematyczny z wpisem. Dobrej zabawy:)
Manu Chao - Bongo bong

Dzisiejszy wpis będzie odrobinę spóźniony  ale wynagrodzimy to ilością zdjęć. W zeszły weekend czyli w "Dzień Dziecka" cała nasza trójca postanowiła się dobrze bawić, ponieważ jakby nie było każdy z nas jest czyimś dzieckiem, więc też nam się coś od życia należy. Mieliśmy to szczęście, że miasto również postanowiło o nas zadbać, więc nudy nie było. 
01.06.13 pierwszy dzień spędziliśmy spacerując po naszym piekny mieście oraz podziwiajac maszyny latające, które zagościły nad Wisłą w ramach "Pikniku lotniczego" . Głównym fanem takich atrakcji w naszej rodzinie jest Mężoj, który ubarwiał nam spacer dokładnym opisem każdej maszyny ( wiem, brzmi to niezwykle interesująco ale czego nie robi się dla szczęśliwego pożycia małżeńskiego;). Przez chwilę się chmurzyło ale daliśmy radę. Impreza owa odbywa się cyklicznie co roku na naszej pięknej nadwiślańskiej plaży i z roku na roku staje się coraz ważniejsza a skali Polski. Zjeżdżają się do nas najlepsi piloci plus oczywiście ich maszyny. 


 

Ciekawe wyznanie:) Jeszcze brakuje: Will you marry me?

A otóż i ja we własnej osobie.

Zuzia jak to ona ma ciekawsze zajęcia niż śledzenie samolotowych wygibasów na niebie. Broszurka jest               "o niebo" ciekawsza.

Fragment naszej katedry. Zapraszamy, naprawdę warto nas odwiedzić:)

 Zdjęcie z serii: Matko, co żeś uczyniła swym ustom?

To inny typ maszyn, który również zainteresował Męzoja ale spokojnie zdjęcia tylko dwa.


02.06.13- drugi dzień naszego rodzinnego weekendu uczciliśmy wypadem do Zoo. Jest to moja i mężoja coroczna tradycja, w której Zuzia brała udział pierwszy raz w życiu. Rozpisywać się nie będę w końcu chyba każdy z nas taką zebrę czy innego słonia mam nadzieję, rozpozna:) Zwierzaki prezentują się w oryginalnej kolejności oglądania.

Pierwszy zwierz miejski: jak widać miłujący myszy oraz mięte (wiem mięta jat passe i fuj ale i tak mi się nadal podoba:)



Kolejny przystanek terraria ( na szczeście dla widzów, wszystkich zwierzaków, które widzieliśmy nie będzie)

Zachwyt Mężoja i jedno wielkie fuuuuuuuuuuuuuj z mojej strony.

Jak ja widzę pozowanie na ściance:) Przesuń się satry bo mnie jeszcze "Fakt" nie sfotografował.

Najstarsza mieszkanka Zoo i moja imienniczka, nadobna Marta. Nawet ma ten sam sexi uśmiech .

Bliższe spotkanie Zuzi z żółwiem gigantem, choć to nic nowego, bo w domu ma mniejszego.



Moje ulubienice surykatki. Moge siedzieć godzinami i obserwować ich "inteligentne" miny:)

Pani da złotówkę!

Przerwa na pytanie za sto punktów: Na co wskazuje paluszkiem Zuzia?

Bravo dla Pani w mięcie ( nie mylić z Tiffany blue). Tak to lwy morskie i gratulacje dla pomysłodawcy tej nazwy.

Ciekawe gdzie robił pasemka, będę wiedziała gdzie nie iść.

Płynę Ci dokopać.
 

W przerywniku ciekawe akcesoria. Od razu się lepiej robi na duszy jak papiery wrzucam do paszczy niedźwiedzia. Ekologia i te sprawy.




Dwa lwy i zero fotoszopa, bo go właśnie zeżarły.

 Torby noszą cześciej niż mama muminka.

Na koniec inne moje ulubienice, które mi zawsze przypominaja, że małpy i ludzie to bliska rodzina.



 Boję się nawet myśleć jakie szatańskie plany te zebry tu knuły.

Na koniec słiit focia na fejsbuka. Takiego uczucia wszystkim życzę.


Mam nadzieję, że bawiliście się tak dobrze jak my. Pozdrawiamy




czwartek, 30 maja 2013

100 lat dla mnie samej :)

Tak będę bezczelna, że nawet sobie "Happy birthday" Muppet'ów włączę:)


30 maja 1982, niedziela wieczór  na świat przychodzi młoda dama z oczami jak węgielki. Niestety od tego momentu minęło lat wiele a dokładnie 31. Odczucia mam dziwne. Wiele w życiu przezyłam złego i dobrego i większości nie żałuje ;P, będzie chociaż co wnukom opowiadać. Lata lecą człowiek widzi zmiany na twarzy, wydaje mu się, żę trochę dojrzał ale w głębi serca czuje się cały czas jak gorąca osiemnastka (szkoda, że juz trochę ostygła). Podobne odczucia mają wszyscy wokół mnie , więc widać to normalne. 

Uderzyłam w smętne tony jakbym co najmniej 90 lat skończyła i życie wspominała, ale juz koniec. Rocznica mało okragła, więc hucznej imprezy nie było. Spędziłam czas z najbliższymi i to mi wystarczy. Post krótki i okraszony zdjęciami z dzisiejszego dnia, chociaż podobne to wrzucę wiele, w końcu to mój dzień a co:)

 Teraz małe pozowanie w ogrodzie.Impreza odbyła się w plenerze, więc nie było szaleństw z kreacjami.


Kapelusz nabytek sprzed 3 lat znad morza. Nadal się sprawdza. Normalnie czuje się jak dama na lzaurowym wybrzeżu.






Tak proszę się nie śmiać ze świeczek, chociaż w sumie czemu nie. Jedynkę specjalnie 2 tygodnie temu kupiłam ale jak to bywa zaginęła w czeluściach mieszkania. A w święta sklepy zamknięte, więc trzeba było sobie radzić. Myślę, że życzenie i tak sie spełni:)



Po wszystkim zasłużony relaks z książką w ręku.
 

Na koniec zdjecie z Zuzinem i od razu widac po kim ma nosek;)


Pozdrawiamy. Martzuza

poniedziałek, 27 maja 2013

Jarmark tumski

Dziś mój ukochany Beirut- zespól, nie miasto- świetnie się wpisuje w klimat tego posta. :)
Beirut- Nantes
   


Post dziś bez stylizacji ale mam nadzieję ciekawy. Cały weekend spędziliśmy rodzinką na bieganiu w tę i z powrotem po ul. Tumskiej w Płocku. Dlaczego? Otóż w naszym pieknym nadwiślańskim mieście już po raz piąty odbył się Jarmark Tumski. Jest to impreza dla fanów rękodzieła, staroci, koszyków, chleba ze smalcem  i ogórasem (tak zgrzeszyłam i to 2 razy), przyśpiewek różnego rodzaju ( to akurat ta mniej przez nas lubiana część). Jeśli się na to piszecie to jarmark jest dla Was rajem. 
My z Mężojem jesteśmy zwolennikami grzebania w stercie nie wiadomo czego w poszukiwaniu skarbów  
( oczywiscie tylko takich w naszym rozumieniu), wieć na jarmarku czujemy się jak ryba w wodzie. Nie przyznawałam się do tej pory ale jestem namietną zbieraczką malych aniołków, szczególnie wiszących ale stojącymi też nie gardzę. Moja kolekcja liczy już okolo 190 ( zagubilam się okolo 160-tego) i wierzcie mi, że coraz trudniej znależć takiego, którego nie mam. Na moje szczęście twórcy rękodzieła w Polsce nie zbijają bąków i co roku dbają o to bym miała czym zasilić swoją kolekcję :).
Minusem utrudniajacym lekko życie był padąjacy 2 dni deszcz ale daliśmy radę. Najlepiej się miała Zuzia, która przesypiała cały spacer pod folia przeciwdeszczową usypiana szumiącym deszczem:) My po powrocie wygladaliśmy jak dwie zmoknięte i sfilcowane fretki ( po 2 godzinach nawet pod parasolem wilgoć odnalzła się  pod trzecia warstwą ubrań no ale czego się nie zrobi dla odrobiny rozrywki i przyjemności). Niestety nasz aparat nie udźwignął zadania i siadł chwilowo ( nie rozumiem dlaczego ale nie lubi wilgoci) dlatego zdjęcia nie są nasze a jedynie ze strony jarmarku w dodatku cześć z zeszłego roku ale oddają klimat tego wydarzenia:) Zapraszam w przyszłym roku:)

 


















Pozdrawiamy. Martzuza